wtorek, 16 czerwca 2009

Biblioteka i Omega

Noc z 14 na 15 czerwca 2009
Przemierzałam ulice Toronto. Dotarłam do starego budynku biblioteki. Jej wnętrze nasuwało mi na myśl biblioteki ze starych amerykańskich filmów. Ściany były pokryte czarnymi tapetami w wyrafinowane różowe wzory. Były stare, jak całe wyposażenie biblioteki, trochę odchodziły od ścian. Stylowe, rzeźbione, pietrowe, wysokie po sufit biblioteczki, w których umieszczone były książki, miały wyblakły bukowy kolor.
Rozglądałam się. Przy stole siedział on. Trochę zmieszany. Chodziłam pomiędzy regałami tuż za jego plecami. Nie mogłam powstrzymać łez. Wiedział, że stoję za nim, słyszał moj płacz. Chwycił mnie za rękaw, poprowadził do wyjścia. Nie był zaskoczony widząc mnie w Toronto. Skłamałam, że przyjechałam do Mont Realu i w Ontario jestem przypadkowo. Szliśmy chodnikiem. Dotarlismy do jego bloku, wjechali windą do góry. Nie było drzwi prowadzących do mieszkania, tylko zasłona. Podniósł ją do góry, abym mogła wejść do środka. W pokoju panowała impreza. Towarzystwo składało się głównie ze starszych kobiet. Wszyscy mówili wyłącznie po angielsku. Przedstawiłam się i usiadłam obok niego. Przesadził mnie na prostopadle stojącą kanapę pomiędzy 2 kobiety. Zajęły mnie rozmową. Wychyliłam się i zobaczyłam go przygotowującego sobie działkę na zewnetrznej części dłoni.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz